wtorek, 2 lipca 2013

true story.

uslyszalem dzis w sklepie placz malego dziecka. zrazu ma czarna dusze przepelnila radosc, po chwili jednak zreflektowalem, ze ludzka larwa wydaje dzwieki ktore irytuja na dluzsza mete, przeto postanowilem zlokalizowac ich zrodlo i unicestwic. pare krokow dalej zauwazylem mala dziewczynke, 3 - 4 letnie gowienko ktore w rekach trzymalo soczek skladajacy sie z ustnika i miekkiego opakowania, kompletnie debiloodporny: ani sie to nie pobije, ani nie wyleje, wystarczy odkrecic nakretke, wlozyc do ryja i ciagnac, jak kutasy ktore bedzie ciagac ta mala szmata za 15 lat.
- taataaa! taaataaaaa!!?? - krzyczalo prymitywne stworzenie. kurwa, nawet 2 miesieczne szczenie psa potrafi biegac za swoim wlascicielem / matka, zas ta parszywa kreatura miala juz minimum 3 wiosny a mimo to zgubila swego plemnikodawce w malym sklepie. rozejrzalem sie - bylismy sami. postanowilem dzialac:
- zamknij morde mala dziwko. - wycedzilem starajac sie nadac twarzy przerazajacy wyraz. dziecko ucichlo. pierwsza bitwe wygralem - pomyslalem czujac rozpierajaca mnie napoleonska dume.
- taaaataaaaaaa!!!
- twoj tata nie zyje. - dziwka znow zamknela morde, tym razem na dluzej. nie tracilem jednak czasu:
- to ja go zabilem, a teraz zabije ciebie.. - wywalilem jezyk, zrobilem zeza i zaczalem wykrzywiac swoj ryj aby przybral jak najszkaradniejsze oblicze. dziewczynka zaczela plakac. jakaz wspaniala wiktoria! kiedy wpadl mi do glowy pomysl, aby finalnie wyrwac dzieku soczek, rzucic nim o ziemie i rozdeptac, uslyszalem donosny meski glos:
- WERONIKA?!
- taataaa?
ojciec okazal sie barczystym i roslym skurwysynem, przeto momentalnie musialem zmienic styl rozgrywki:
- tu jest twoj tatus, SZUKALA PANA, jaka madra dziewczynka, sama powiedziala, ze zgubila tatusia.
- weroniko, dlaczego chodzisz sama? dlaczego chodzisz sama?! podziekuj panu teraz. weronika. podziekuj panu!
larwa zwrocila swe bazyliszkowe oczy w moja strone i wyplula:
- spieldalaj.

2 komentarze: